Panowie, spieracie się już trzecią stronę a przecież to takie proste. Muzyka audiofilska to taka, której słuchają audiofile, a audiofile to ludzie... którzy słuchają muzyki audiofilskiej, koniec, kropka.
A tak na poważnie to podobnie jak Konrad i Marian uważam, że muzyka elektroniczna, razem ze swoimi efektami przestrzeni, imitacjami naturalnej gry instrumentów itp (nie wiem co jeszcze napisać bo się na tej muzyce nie znam) to zawsze będzie tylko imitacja i naśladownictwo - a tym jak wiadomo ciężko dorównać pierwowzorowi. Prawdziwe instrumenty mają to do siebie, że można stwierdzić, że praktycznie każdy gra trochę inaczej. Dochodzą jeszcze do tego umiejętności "grajka" przez co spektrum możliwości generowania dźwięku jeszcze się nam powiększa. Sztucznie wygenerowana gitara zawsze będzie idealna i będzie trafiała w odpowiednie tony, prawdziwa gitara zawsze doda coś od siebie, palec przesunie się po strunie nie tak jak miał się przesunąć i już mamy inny dźwięk, jakąś wibrację, jakieś ciche ale jednak brzdęknięcie, którego miało nie być ale jednak się podoba. W saksofon czy inny dęciak nie zawsze dmuchnie się z taką samą siłą jak przy poprzedniej próbie. A wokal - to dopiero "loteria"? Owszem, wprawny muzyk/wokalista stara się zawsze zagrać czy zaśpiewać idealnie, jak najlepiej - ale to nie znaczy, że wyjdzie mu tak samo jak poprzednio. To wszystko to są właśnie te smaczki, o których pisał Marian kilkanaście postów wyżej. A muzyka elektroniczna? Cóż, tutaj każdy z tych "smaczków" o których napisałem wcześniej to jednak tylko naśladowanie rzeczywistości. W miarę postępu techniki pewnie coraz bardziej realistyczne ale jednak...
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze inny aspekt, nazwał bym go "emocjonalnym". Nie oszukujmy się, spora większość muzyki elektronicznej to jednak muzyka stricte rozrywkowa. Muzyka, która powinna wpaść w ucho:
Pic polega nie w trudności gry na instrumencie, tylko na wymyśleniu melodii która będzie się podobać.
Jest od groma muzyków grających na gitarze/fortepianie, mających super słuch ale tylko grających bo nic nie tworzą
No i właśnie tutaj jest główne "ale". Bo ta muzyka wpada w ucho, podoba się, zatańczysz przy niej (choć ja nie potrafię tego - raz byłem w "clubie" i łomatko, dobrze, że byłem po kilku browarach) i... i po pół roku już jej nie pamiętasz. Ona zajmuje tylko na chwilę, dla zabawy, dla chwilowej rozrywki. Jest tylko przerywnikiem od jakiejś szarej codzienności czy coś w tym stylu. I nawet nie chodzi tutaj o samą muzykę elektroniczną tylko ogólnie o muzykę "pop". Ona ma w sobie emocje ale tylko chwilowe... A ten cały nudny audiofilski jazz czy blues czy inna poezja śpiewana, wspomagana tylko gitarą akustyczną, tamburynem i harmonijką ustną, która "tylko fałszuje", czy nawet spokojny rock, przy słuchaniu których jeży Ci się włos na przedramieniu, i to za każdym razem gdy siądziesz wieczorkiem w ciszy i włączysz swoje stereo i to nie tylko ze względu na samą muzykę ale na całokształt, zarówno na dźwięki jak i emocje jakie niosą ze sobą. Muzyka elektroniczna typu techno czy inne (nie tylko ona bo chodzi mi tutaj o wszystkie odmiany tzw "popu", który obecnie obejmuje swoim zasięgiem praktycznie każdy gatunek muzyki) to jednak muzyka rozrywkowa, komercyjna, tworzona na potrzeby rynku, hałaśliwa.
Moim zdaniem muzyka "audiofilska" to muzyka, która jest "cicha", ułożona - ale zarazem nieprzewidywalna. Taka, w której możesz wyłapać poszczególne jej elementy i zastanowić się nad nimi. Taka w której w kącie stoi kontrabasista, którego normalnie nie wyłapujesz ale jak się wsłuchasz to ona tam jest - i bardzo się stara wypaść jak najlepiej. Taka, w której wokalistka/wokalista musi w pewnym momencie nabrać powietrza, której/ktorego głos za każdym razem brzmi inaczej. Taka, która jest jak najbardziej zbliżona do świata realnego - czyli niedoskonałego ale dążącego do doskonałości. W którym wszystkie jego "brudy" (o ile nie są przesadne) dodają mu smaczków i nie dopuszczają do monotonii. Taka, którą możesz za każdym razem odkrywać na nowo - nawet przez jeden ton, którego miało tam nie być, ale który niechcący wyłapiesz i on właśnie wywoła na twojej twarzy jakiś grymas - pozytywny lub negatywny... Taka, w której możesz zobaczyć grajka, który w grę na instrumencie wkłada całe swoje serce i mnóstwo emocji.
Komputer tego wszystkiego nie potrafi tak sam z siebie. Jest tylko zaprogramowany. Choć tak na prawdę tutaj nawet nie o sam komputer chodzi tylko o podejście do tworzenia muzyki... Muzyka audiofilska - nie oszukujmy się - to nie tylko sama muzyka, to również emocje jej towarzyszące. Tutaj nawet nie chodzi o "scenę" tylko o to, jak ten "nieszczęsny audiofil" ją odbierze. Idąc tym tropem nawet techno może być audiofilskie - choć przyznam, że ja jestem skrajnie daleki od takiego stwierdzenia.
PS: interesujący, ciekawy i fajny do dyskusji temat ;)